Wspomnienia to potężna rzecz. Towarzyszą nam przez całe życie. Wspominamy chwile dobre, radosne, ale bliskie są także te, które zostawiły smutek i żal. Dobrze jest pamiętać o tych wszystkich bliskich, zapomnianych, kochanych, poznanych przypadkiem, a utraconych przez urwaną korespondencję, czas, zrządzenie losu, zmianę meldunku czy kartę zgonu.
Miłość – to przebaczanie, obecność, rozmowa, to zapomnienie tego co złe, trudne.
Daje poczucie spokoju, wewnętrznej radości i bezpieczeństwa.
Jesteś dla mnie wszystkim, radością mojego życia, drogowskazem w ciemności – jak mam żyć bez Ciebie ? – to słowa córki wypowiedziane do umierającego ojca.
Trzymała w dłoni jego dłoń, delikatnie dotykała twarzy i cicho szeptała – jestem tutaj, kocham Cię, nie bój się niczego.
W jej obecności był spokojny, czuł, że jest blisko, trzymał w swej delikatnej dłoni jej rękę – tak jak kiedyś gdy była mała i bezradna.
A dzisiaj ? Odchodzisz z mojego życia, żegnasz się ze mną ale jakże jestem szczęśliwa, że stoję obok Ciebie i mogę Ci towarzyszyć w tej ostatniej wspólnej podróży.
Odchodziłeś powoli, tak jakbyś wszystko zaplanował. Twoje oczy wciąż patrzyły… gdzieś w nieznaną dal. Twój wzrok był wielką tajemnicą, a Twój oddech był coraz słabszy, serce nie biło jak dawniej. Już teraz wiedziałam, że tracę światło w ciemności i najlepszego przyjaciela. Nic nie mogłam zrobić ! Stałam, a serce Twoje wybiło ostatnią godzinę. Otarłam Ci z twarzy łzę, która spływała po policzku… Zostawiłeś mi dowody na szczęśliwe chwile – chwile, które przebrzmiały a pozostaną. Przekonałeś mnie, że warto kochać, warto żyć i warto umierać. Pamięć odkłada w nas nie tylko słowa, pozostawia też klimaty rozmów, tych mimochodem, niedokończonych, urwanych pośpiechem.
Dzięki Tobie nie boje się śmierci, potrafię o niej głośno mówić. Umieranie jest czasem osobistego spełnienia, jest to czas rachunku sumienia i żalu w poczuciu winy i grzechu dla umierającego, ale także dla tych, którzy go otaczają. Gdy odchodziłeś nie byłeś sam - dobrze jest mieć przy sobie osoby bliskie i kochane, dobrze jest mieć gotowe do pomocy ręce pielęgniarki i otwarte współczujące serce. Tu nie odkłada się niczego na potem.
Więc:
„Czymże jest nasze życie? Sceną namiętności,
Muzyką w intermediach są nasze radości,
W matczynym łonie skryci niczym garderobie,
Na te krótkie komedie strój sprawiamy sobie,
Niebo – to widz rozumny i barwny nad nami,
Który notuje, kto z nas licho grą się splami.
Grób zaś, co nas ukrywa przed ciekawskim słońcem,
Jak spuszczona kurtyna jest spektaklu końcem.
Tak to, grając zdążamy do ostatniej mety,
I tylko umieramy na serio, niestety.”
„Ostateczne wyjście” D. Humphry